czwartek, 31 lipca 2014

Urlop!

I wyprawa do Szwecji za mną. Miałam przed nią pewne obawy, bo ostatni raz na promie byłam z X lata temu i nie wspominam tego najlepiej ale miałam nadzieję, że jednak Bałtyk okaże się łaskawszy od Kanału La Manche.Trzy dość intensywne dni, pełne łażenia, zwiedzania i gotowania się w skandynawskim słońcu naładowało moje akumulatory.
Teraz można się już szykować na wyprawę do Londynu. I czekać na kolejną szaloną promocje w Stena Line (domis, czas włączyć wyszukiwanie!). :)

Dobry humor zepsuł mi tylko fakt, że chamstwo się mnoży na tym świecie. Dlatego teraz i tu, głośno i wyraźnie oraz dobitnie mówię:

wtorek, 17 czerwca 2014

Siódma stacja - przyjemności

Jakiś czas temu pewna osoba uświadomiła mi, że przyjemności są potrzebne. Mój mózg nie za bardzo umiał to ogarnąć. Padło pytanie: co robię dla przyjemności? No gram na PS3 albo czytam. I wyszło, że to za mało, bo nie mam równowagi. No to teraz chyba znalazłam równowagę. Po kilku latach zrobiłam wielki powrót na rower (okupiony bólem wielu części ciała...)! Dwa kółka ewidentnie dają radość. I wymyśliłam sobie też idealne połączenie: rower i w słuchawkach audiobook.
A teraz przyjemności jest więcej, bo w telewizji mundial :)

czwartek, 13 marca 2014

Szósta stacja - inspiracje

Obiecałam nową notkę i domis przybiegła mi o tym przypomnieć :)
Pod słowem "inspiracje" rozumiem dwie osoby. O jednej już kiedyś pisałam. Jego koncerty dają mi takiego powera, że aż sama siebie muszę hamować.
Drugą osobą jest Sylwia, zwana powszechnie Mopem :) Sylwia odkąd ją znam systematycznie wspina się w mojej prywatnej hierarchii na miejsce "duchowego przywódcy". Pamiętam jak kilka lat temu z przerażeniem słuchałam jej słów "wszystko da się zrobić, trzeba tylko pokombinować i popracować". Mój mózg nie był w stanie tego zrozumieć, bo paraliżowała go myśl "nie dam rady". Przyznaję, że były momenty kiedy miałam ochotę jej powiedzieć, że (kulturalnie rzecz ujmując" "gada głupoty, bo tego się po prostu nie da zrobić". Teraz widzę, że miała racje. Że słowo "niemożliwe" nas ogranicza. Że nie chodzi o to, żeby wszystko zrobić, ale próbować i się nie poddawać.
Mop, wredoto jedna, dzięki!

czwartek, 9 stycznia 2014

Piąta stacja - postanowienia

Nowy rok przybiegł, wytarł buty na wycieraczce, zapukał, wszedł i już się rozgościł :) A razem z nim ruszyła lawina wszelkich postanowień i z tej okazji naszły mnie różne przemyślenia.
Co sprzyja jakimkolwiek postanowieniom? Poniedziałek, pierwszy dzień miesiąca, nowy rok... czyli początek. Nowy początek nowego życia. A jak wypadnie pierwszy dzień nowego rok w poniedziałek to już combo :) Dla mnie akurat nad takimi datami ciąży klątwa i wszelkie próby zaczęcia czegoś w takie dni kończą się niepowodzeniem. O wiele łatwiej mi z postanowieniami we wtorki czy czwartki, w środku kwietnia. No dobra, koloryzuje. Generalnie nie wychodzą mi zbytnio postanowienia. Nie lubię tego stwierdzenia: "od jutra robię to i to, a przestaję tamto". Wszystkie moje działania są podyktowane tym, że nagle się na coś decyduje i to robię. Tak było np. z bieganiem. Któregoś dnia założyłam dres, bluzę i pobiegłam.
Wydaje mi się, że takie spontaniczne działania są o wiele lepsze od postanowień. Dla mnie takiego postanowienie jest ograniczające i od razu czuję się zestresowana bo coś sobie postanowiłam. Jeżeli podejmuję decyzję pod wpływem chwili daje mi to więcej przyjemności (no oczywiście oprócz biegania :) ).
Książka ochrypła od wołania, ale w końcu się zlitowałam i do niej zasiadłam.
Poukładałam książki na półkach w porządku alfabetycznym i zrobiłam sobie w komputerze ich spis. Zastanawiam się czy to już zahacza o jakąś paranoję, czy to tylko małe zboczenie... Czymkolwiek by to nie było dobrze mi z tym :)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Czwarta stacja - doba.

Doba jak powszechnie wiadomo ma 24 godziny i ani sekundy dłużej. Ale jak również powszechnie wiadomo, dla każdego ilość tych godzin ma inny wydźwięk. Dla mnie na przykład czasami mkną z prędkością światła i nim się obejrzę już leżę twarzą w poduszce. Moje ostatnie poczucie niedoczasu jest przerażające. Mam wrażenie, że wszystko leży odłogiem, a ja się miotam między zaległościami w pracy i własnymi projektami. Liczę, że od dzisiaj uda mi się to w końcu ogarnąć, bo zawodowo chyba już wychodzę na prostą i realizuję bieżące sprawy. Ale własne projekty leżą i wołają o pomstę do nieba... Bieganie zarzuciłam, bo po pierwsze naprawdę czuję się fizycznie zmęczona (tak, wiem, wymówka), a po drugie przy moim zdrowiu po bieganiu w taką pogodę przeziębienie mam gwarantowane (a na chorobę to ja już zupełnie nie mam czasu). Książka woła mnie, a wręcz się na mnie drze, a ja podchodzę do niej jak pies do jeża. Książki motywujące leżą i się kurzą (jeśli można tak o e-bookach powiedzieć...), bo mnie intelektualnie stać tylko na czytanie "Władcy Pierścieni" (po raz enty). A skoro już łączę w jednej notce kwestie doby i WP to na koniec Gandalf: "Wszystko co nam zostało, to zdecydować co zrobić z czasem, który został nam dany". Wobec tego skoro nie uda mi się wydłużyć doby, to ewidentnie trzeba zacisnąć zęby i przetrwać grudzień :)

piątek, 8 listopada 2013

Trzecia stacja - demotywacja.

Zła siostra motywacji - demotywacja. Jakby się nie starać, jak nie kombinować raz na jakiś czas się pojawi. No i co wtedy?
Ostatnio mnie ta paskuda dopadła. Dobiło mnie to, że można się obijać w pracy, kombinować, a i tak nikt tego nie widzi. Albo widzi tylko nic z tym nie robi. To po kij się starać? Mogę też się pobawić w cwaniaka. Ale chwilę pomyślała i doszłam do wniosku, że takie kombinowanie świadczy o beznadziejności człowieka. O wiele bardziej wolę pozasuwać i nawet nie usłyszeć słowa pochwały (no dobra, przesadzam... raz na jakiś czas nawet ja lubię pochwały, byle nie przesadzone!) niż grzać tyłek.
Czyli jak pozbyć się tego ustrojstwa? Przypomnieć sobie po co robimy to co robimy. Jeżeli mam  już dość biegania (a mam odkąd pierwszy raz wyszłam pobiegać) to wizualizuję sobie powód dlaczego to robię. Jeśli to co robię jest trudne i kilka osób już nie dało rady tego zrobić, myślę sobie "to mój kolejny szczebel w drabinie do tego, żeby być jeszcze lepsza".
Tak sobie myślę, że chyba udało mi się wyrzucić lenia z domu (odpukać!). I wbrew pozorom nie było to takie trudne. Czasami tylko organizm daje znać, że potrzebuje odpoczynku. Ale następnego dnia znowu mogę pokonywać kolejne granice.
A na koniec z dedykacją dla domis "Jeśli nie wiesz, co dalej, po prostu zrób następny, właściwy krok. Zwykle to nic wielkiego. Jak powiedział E.L. Doctorow, pisanie książki przypomina jazdę samochodem nocą. „Widzisz tylko ten fragment drogi, który oświetlają twoje światła, a mimo to dojeżdżasz w ten sposób do celu”." (Regina Brett, "Bóg nigdy nie mruga").

czwartek, 31 października 2013

Przerywnik I

Jakie życiowe cele zamierzasz zrealizować w najbliższej przyszłości?

Nie wiem jak zdefiniować najbliższą przyszłość... Ale jeżeli nie będę się czepiać konstrukcji pytania to:
- pisać książkę z domis (a wręcz ją NAPISAĆ)
- doprowadzić nasz oddział na szczyt
- pojechać na 5 koncertów, żeby mieć już 40 na koncie (ale w sumie realizacja tego celu nie zależy ode mnie... chyba, że te koncerty zorganizuję)
- zacząć systematycznie przebiegać 1,5km
- wyrzucić lenistwo z domu.

No to trzymać kciuki!